×

Po inwazji czyli słodko mi...

Z pozoru niewinne i tak wyczekane truskawki rozpoczęły zmasowany atak na moją rodzinę.
Najpierw na ich widok śmiały się nam buzie i oczy - wszak to owoc zajmujący pierwsze miejsce na rodzinnej liście naszych ulubionych owoców.

Pierwsze nieśmiało pojawiły się kupione "tak na spróbowanie", potem łubianka za łubianką nawiedzały nas partiami.
Nienasyceni smakiem zajadaliśmy się nimi pod niemal każdą postacią : z cukrem, z cukrem i śmietaną, jako koktajl, z kluskami, w formie kompotu, ciasta z truskawkami, galaretki z tymiszże itd.

Ledwie uporaliśmy się z jedną partią nadchodził weekend i przyjeżdżała nowa dostawa.
Z wolna zaczęłam mieć wrażenie, że nasz jadłospis składa się niemal w całości z truskawek a i my robimy się jacyś czerwoni, pękaci , w plamki i tylko zerkałam w lustro czy oby na pewno nie rośnie mi na głowie śliczny zielony ogonek od truskawki zamiast włosów.

Wtedy dotarło do mnie że inwazja zaczęła się na dobre i szybko trzeba coś z tym zrobić.Skoro świt wysłałam męża do sklepu po różne specyfiki i dodatki, a sama przystąpiłam do krwistej rozprawy z przybyszami w łubiankach .
W kuchni spędziłam prawie cała niedzielę ale ogłaszam wszem i wobec że kryzys zażegnany, już po inwazji a w spiżarni drzemią słodkie dżemy- zapas na zimę.

Zadowolona jestem bo w tym roku dżem truskawkowy wyszedł bardzo smaczny , ale mówiąc szczerze i truskawki były przepyszne - słodziutkie i soczyste. Pokusiłam się nawet o ubranie słoiczków. Widziałam właśnie przed chwilą na kilku blogach, że nie tylko ja wpadłam na ten pomysł :-) Moja wersja jest ubranka dla słoiczka miała być z założenia prosta i "babcina". Efekt osiągnięty chyba z niezłym skutkiem a spora część zapasów powędrowała już do rodziny.







Przy okazji musze się pochwalić jakie mam zdolne dziecię. Oto pierwszy kubeczek wykonany przez mojego Marcinka, wykonany wczoraj na pikniku odpustowym w naszej parafii. Prawda że śliczny?




Jestem bardzo dumna z mojego syna!

Bardzo lubię projektowanie i mimo, że nie jestem informatykiem udało mi się stworzyć tło do mojego sklepiku i tło na specjalne zamówienie Violetki. Viola zadowolona więc ja też , bo robiłam raczej na tzw. "czuja". Strasznie fajna zabawa!
Zapraszam do oglądania.

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 PRACOWNIA NIEZAPOMINAJKA , Blogger